Okno a sprawa polska
03-12-2009 | Autor: mikiciuk | Kategorie: Turystyka, InneKwestia zasłon, firanek, rolet, etc. wydaje się być sprawą prostą i oczywistą. I niby jest, jednak w rzeczywistości mówi ona bardzo wiele o nas. Przykład? Polacy, którzy choć uwielbiają ,idąc wieczorem ulicą, patrzeć przez niezasłonięte okna i porównywać mieszkania, sami nauczeni są bardzo pilnować swojej prywatności. Tym samym kwestia zasłonięcia zasłon, opuszczenia rolet czy też wystarczająco grubej firanki jest jedną z pierwszych załatwianych po zamieszkaniu w danym miejscu. W efekcie nasi rodacy przebywający z wizytą np. w Danii przeżywają olbrzymi szok, konstatując nagle, że większość okien nie tylko nie bywa zasłaniana na noc, ale też często nie posiada najmniejszej nawet firanki. Skąd to się bierze?
Cóż historię Polski zna każdy (jedni lepiej, drudzy gorzej) wiadomo zatem – najpierw zabory, spiski, szpicle i knucie po ciemku przy świeczce. Potem komuna, szpicle, hycle, „uprzejmie donoszący” sąsiedzi i knucie przy lampie – względnie świeczce dzięki atrakcjom „niższego stopnia zasilania”. Wstyd, skromność, pobożność i nieeksponowanie ciała ni dobytku, tłumaczone też faktem często faktem, że najwięcej włamań mają ci, którzy założyli drzwi antywłamaniowe – było zaciągnąć firankę, zasłonkę, nie pokazywać, czego się człowiek dorobił! No i już krótki przekrój polskiego okienka od XVII wieku do XX.
A z drugiej strony taka, wspomniania już Dania. Naród marynarzy, żeglarzy i sterników, o wikingach nie wspominając. Tylko, co niby ma to wspólnego z oknami? A no wszystko. Jeśli mąż spędza połowę czasu na morzu, to znaczy się, że jego połowica spędza ją samotnie na lądzie. A jak wiadomo (szowinistom) „kobiety to zdradliwe z natury są” lub jak wiadomo (feministkom) „nie ma sensu aby kobieta chowała to, co ma najlepszego, a czego jeden wykorzystać w pełni nie umie, dla tego jednego”. Tak czy inaczej ryzyko nieporozumienia, na linii mąż - żona, jest niemałe. I okno właśnie stało się najlepszym i najprostszym tego ryzyka ogranicznikiem.
Siedzi baba w domu, mąż żegluje i rabuje, względnie myje pokład. No to niech chociaż sąsiedzi („życzliwie donoszę po duńsku”), widzą co się dzieje w domu. Wiadomo mnogie, sąsiedzkie oko, trzyma w ryzach i podmioty, i przedmioty, i samych zainteresowanych. No i która teraz odważna zasłoni mieszkanie? Mieszkasz w Danii (najlepiej jeszce takiej pyrytańskiej XIXwiecznej), to jak nie ma męża każdy ma Cię widzieć, tym bardziej teściowa. :)
Tyle o historii, a prawda jest taka, XXI wiek, czy nam się to podoba, czy nie zaciera różnice szybciej niż zdążymy zauważyć. Przestrzeń okienna to przestrzeń coraz bardziej dekoracyjna. Wspólnym pytaniem staje się powoli jak je dekorujemy? Czy coraz częściej zasłaniamy w np. Danii, czy też odsłaniamy np. w Polsce? Różnie bywa, jednakże czasem czy to idąc ulicą w Warszawie czy w Kopenhadze warto się zastanowić, skąd tak naprawdę wzięły się dekoracje okien lub też ich brak, może nam to dużo o nas samych powiedzieć.